
Czternasty tydzień podróży. Ciężko określić położenie statku. Na morzu pustka.
Męczą nas upały. Jeśli pojawiają się jakieś burze to migają daleko na horyzoncie. Dryfowaliśmy kilka dni bez jedzenia i wody, większość tego co złowiliśmy nie nadawało się do strawienia.
Jestem oficerem wachtowym, moim zadaniem jest czynić wpisy do dziennika pokładowego. Zbieram też informacje z rejsu i spisuję zasłyszane opowieści.
Kiedy rum zaszumi w głowie,
Cały świat nabiera treści,
Wtedy chętniej słucha człowiek
Morskich opowieści.

Szkoda, że nie mogę pić (przekleństwo rudej Lucy z Gibraltaru), bo do większości historyjek ciężko siadać na trzeźwo. Czasem potrzebne są klimaty magiczne, jak to mawiał starszy książę Matej, a po nim kapitan Jack “Sparrow” Daniels.
Dziś z nudów graliśmy pod Pokładem Statku w karty. Głuchy bosman, małpa, pijany karzeł, sternik-kuternoga i ja. Ojebali mnie do czysta. Mój humor na tym stracił, poziom frustracji zyskał - po prostu idealne nastawienie do kontynuowania podróży.
Odpornych na chorobę morską zapraszam do przeczytania o tym co napotkaliśmy.

Admirał Lubczyk
Niezbyt udany podbój Monte Carlo
Kolejny dzień podróży wydawał się nie różnić od poprzednich… aż do południa, kiedy nagle, ni stąd ni zowąd zerwał się północno wschodni wicher. Sam Posejdon począł obracać naszą starą, acz niezawodną damą “Queen Pokerace”.
Wieczorem wiatr zelżał a naszym oczom oczom ukazał się lekko wysłużony hiszpański galeon. Jak się okazało pod dowództwem Admirała Lubczyka. Bardzo miły młodzian, podróżnik i pisarz. Nie za często bierze pióro w dłoń, ale jak już go natchnie to zapisuje całe karty.
Kto zajrzy do jego pamiętnika ten dowie się o podbojach Monte Carlo, zepsutym żyroskopie i (przez urodziny poczynionych) planach doszlifowania szermierki ze ścianą. Nawet farbkami widoki egzotyczne zobrazował.

HUwannabe, postrach mórz i oceanów
Kraken - pół legenda, pół prawda a pół nieprawda
Muszę opisać sen, który miałem nocy upiornej, zaraz po spotkaniu z Admirałem.
W gęstych mgłach, na Morzu Czarnym, pośród bałwanów ogromnych i wściekłych błyskawic ukazał mi się smok morski, bóg podwodny - Kraken HUwannabe! Potwór straszny z mackami wieloma, kapturem czarnym i ciałem ogromnym. Myślałem, że to koniec mój, że za grzechy zostałem wepchnięty w bezdeń Maelströmu. Jakie było me zdziwienie kiedy postrach żeglarzy przywdział twarz dziecka i przemówił łagodnym głosem. Treść jego przekazu była nieco chaotyczna, jakby chciał powiedzieć wszystko na raz. Królestwo myśli zawarte w dwóch akapitach.
Z jego ust wypadały krzesła, pokoje, zaklęcia, plany, zakupy, koń w kapeluszu… a potem, jakby nigdy nic, złapał mackami dwóch żeglarzy (we śnie wiedziałem, że to był Polak i Irlandczyk) i wciągnął w głąb morskich otchłani. W duchu pragnąłem aby wyszli z tego cali i zadowoleni.
Obudziłem się zlany zimnym potem. Musiałem od razu przelać swe przeżycia na papier. Sam nie wiem czy to dobry omen czy znak zwiastujący jaką tragedię.
Żeby was jednak za bardzo nie straszyć dla rozluźnienia atmosfery dodaję taki wesoły przerywnik - jeden z moich ulubionych cytatów z Latającego Holendra Monty Pythona:
“Opowiedziano wiele interesujących historii o morzu, opowiedziano też wiele innych, o całkowicie odmiennej tematyce”

Choraży Engineer
Nierówny storytelling w wykonaniu Engi
Rankiem, kolejnego dnia napotkaliśmy fregatę pod banderolą Republiki Forum Pokerowego. Po pierwsze nie przepadam za takimi statkami (ich wygląd i budowa są dla mnie odpychające). Po drugie nie sposób było przepłynąć obok nich obojętnie. Mieli na pokładzie irytującą papugę, która aż cztery razy wykrzyczała imię chorążego Engineera. Mimo niesmaku, jakie to ptaszysko wywołało, chciałem się dowiedzieć o kogo chodzi.
Wszedłem na ich pokład, odszukałem chorążego i oczekując chińskich fajerwerków przeplatanych z ognistym romansem i wyspą skarbów wysłuchałem jego najnowszego opowiadania. Wysłuchałem i czar prysł. Nijakie rozmyślania, pusta gadanina mnie po prostu rozczarowały.
Mimo wszystko łatwo się nie zniechęcam. Skoro już wszedłem na ten paskudny pokład to musiałem coś znaleźć i pociągnąłem chorążego za język. Strzał w dziewiątkę! Okazało się, że jego starsze historie są o wiele ciekawsze, jak się rozgadał to potrafił dobrze wciągnąć. Może nie była to beletrystyka na najwyższym poziomie, ale na pustym oceanie nie ma co wybrzydzać.

Leniwiecc
Wojownik gwiazd, pogromca trolli
Niedaleko Cieśniny Złych Przeżyć natrafiliśmy na okręt flagowy królestwa TLPoker. Poczyniliśmy standardową wymianę dóbr (tytoń za bawełnę i proch za śledzie) oraz informacji (dowiedzieliśmy się, że jedno duże oraz jedno nadmuchiwane królestwo dotknęła malaria). Nie byłoby to spotkanie warte uwagi gdyby nie ciekawy, ambitny człowiek jakiego mieliśmy okazję poznać.

Kapitan okrętu przyjął na swój pokład nowego członka załogi. Jest nim Leniwiec von Poznań Stadt, krasomówczy zawadiaka, który po 4-letniej szkole oficerskiej, dopiero zaczął swą służbę. Zresztą zobaczcie sami jak się prezentuje.
Kiedy odpływaliśmy na myśl przychodziła mi tylko jedna piosenka:
Piętnastu chłopa na “Umrzyka Skrzyni”
Jo ho ho! I butelka rumu.
Piją na umór! Resztę czart uczyni!
Jo ho ho! I butelka rumu.
Nie pytajcie czemu.

Kapitano Mistro Bombardiero
Naszą podróż ubarwił chwilowy postój na przylądku Burgundowy Kutacz. Tam w portowej tawernie spotkałem stałego bywalca - Kapitano Mistro Bombardiero herbu Napięty Lajkonik.
Ten samotny żeglarz ciągle tam siedzi, by w oparach fajkowego dymu, wspominać swych nauczycieli. Piękna to i nostalgiczna podróż. Łezka w oku może się zakręcić.

Wyspa Marii
znana również jako Złudne Miasto Syren
Na końcu podróży natknęliśmy się na dziwne istoty, które starzy żeglarze nazywają Syrenami. Do pasa w dół mają piękne, kobiece ciało, poniżej są pokryte lśniącymi łuskami. Czerwonowłose księżniczki o hipnotycznych głosach.
Nie było niczym wyjątkowym natrafić na jedną czy dwie podczas rejsu. Rzecz w tym, że zbliżyliśmy się do ich rodzinnej wyspy. Dziesiątki, może nawet setki syren tkających swe mistyczne pieśni, dziękczynne modlitwy do Posejdona. Obiecywały w nich księgi pełne wiedzy, regały zastawione jak w Bibliotece Aleksandryjskiej. Uwodziły wizją tętniącego życiem miasta kobiet.
Popłynęlibyśmy tam przykryci senną kurtyną, gdyby nie nasz bosman, głuchy od urodzenia. Zaczął krzyczeć: nie płyńcie tą drogą! Momentalnie się ocknąłem. Syreny czmychnęły na dno a moim oczom ukazała się wyspa niezamieszkana przez jakąkolwiek społeczność. Tak jakby wszyscy uciekli z miesiąc temu.
Może po wakacjach sytuacja zmieni? Na razie wniosek mam jeden - teraz nie ma tam czego szukać.
Chyba dopłynęliśmy do kresu podróży. Dotrwałem do końca a wy razem ze mną. To swoisty sukces, więc nagrodzę go piosenką.
Żądnym przygody szczurom lądowym polecam Christophera Krawczyka, zaś znudzonym życiem wilkom morskim proponuję poprzedni wpis z dziennika pokładowego. Wystarczy poszukać kilka stron wcześniej. Wszelkie propozycje statków, wysp, map, kapitanów, a także pogróżki przyjmują nasze papugi: Jednooka Mac Twitter, Skrzecząca Blip, Czarnopióra Flaker i Krzywodzioba pani Facebook. Wiadomości dla potomnych możecie również wycinać kozikiem w komentarzach. Drewno suche, łatwo w nim rzeźbić, trochę jak w… eee, mniejsza z tym.
Pozdrawiam wszystkich, a w szczególności Cynowego Drwala, Stracha na Wróble i Tchórzliwego Lwa. Bez was kochani nigdy bym nie wrócił do realnego świata, to znaczy na stały ląd.
- Ober, wasz oddany skryba.



nie no wystarczy chyba spać tyle co on, żeby mieć jazdy x-D testowałem - działa.
dzięki za miłe słowa
nawet nie wiecie jak się dla was poświęcam! cały dzień słuchałem szanty, dwie godziny grałem w Pirates Sida Meiera i olałem spanie ;]
Rany jak ja tego utworu dawno nie słyszałem! Co do przeglądu pisz jak wygodnie,ale wolę styl z wcześniejszych blogów.
Ober, jesteś zajebisty
jak można szukać konkretów w subiektywnym przeglądzie Obera..? Konkrety to można sobie znaleźć w omawianych blogach. A jak ktoś nieleniwy to może je sobie sam poczytać, a nie czekać na ściągę od redaktora Przemysława
Niestety trzykropku, jedni chcą igrzysk i rzucania mięchem, inni wolą mieć podsumowanie tygodnia w jak największym skrócie. Jeszcze inni wolą odpłynąć i zaczytać się nawet w fantastyczny bełkot. Ciężko trafić w gusta wszystkich czytelników.
Po drugie cyklicznego piszę głównie dlatego, że sprawia mi to przyjemność. Kiedy przestanie to i ja przestanę.
nie rob tego wiecej, czytam przeglad szukajac kakretow, a w tym belkocie ciezko cos znalesc, jak chcesz poleciec w tego typu jazdy to nie w przegladzie blogow, tylko zrob to gdzies indziej, prosze
Oskarek - są wszystkie, tylko niektóre ukrywałem w tekście. Na przykład Leniwiec się prezentował a Mistr wspominał.
Staram się aby było jak w kalendarzu odpustowym, ukrywam niespodzianki jako hiperlinki xD
*edit: dla jasności zrobiłem mały remont.
Ahoj!!
Szacuneczek!
Niezła jazda
Podczas wstawiania informacji na fb o blogu Engeenera wkradł się jakiś błąd, co gorsza mi w ogóle jej nie wyświetla.. :/
Ober zmienił dealera i od razu zrobiło się ciekawie
N1!!
brak linkow do kilku blogów
nie wiem co bierzesz ale jest to warte swojej ceny